MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Katastrofa lotnicza w Pszczynie-Studzienicach. Zginęli właściciel samolotu i pilot. Znamy przyczyny tej tragedii

oprac. JP
Bell 429 po wypadku 22 lutego 2022 w Pszczynie
Bell 429 po wypadku 22 lutego 2022 w Pszczynie Zdjęcie z raportu PKBWL
Wiemy, dlaczego w lutym 2021 r. podczas lądowania w Piasku rozbił się prywatny samolot Karola Kani, pszczyńskiego przedsiębiorcy, z czterema osobami na pokładzie. Jest raport końcowy Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych w Warszawie. Przedstawiono go na 37 stronach.

Do tragedii doszło 22 lutego 2021 r. na lądowisku w Pszczynie. Podczas podchodzenia do lądowania rozbił się Bell 429 SP-KKS, prywatny śmigłowiec Karola Kani, pszczyńskiego przedsiębiorcy. Zginął on i 51-letni pilot, przeżyło dwoje pasażerów siedzących z tyłu.

Była mgła, pilot włączył reflektor

W streszczeniu napisano, że śmigłowiec wystartował 22 lutego 2021 r. o 23.27 z miejscowości Zagwiździe (na północ od Opola). Celem było lądowisko w pszczyńskim sołectwie Piasek. Jak napisano, "w rejonie planowanego lądowania panowała mgła w płatach. W trakcie podejścia do lądowania pilot włączył reflektor, co spowodowało utratę widoczności. Około godziny 23.58 doszło do kolizji łopat wirnika głównego z wysokimi drzewami,po czym śmigłowiec zderzył się z ziemią, przewracając się na lewą burtę. Pilot oraz pasażer siedzący z przodu nie mieli zapiętych pasów barkowych i ponieśli śmierć na miejscu. Dwoje pasażerów zajmujących miejsca w kabinie pasażerskiej doznało poważnych obrażeń ciała. Śmigłowiec uległ zniszczeniu"

Siedmioosobowy zespół badający ten wypadek stwierdził, że przyczynami tego wypadku były:
* błąd pilota polegający na próbie lądowania bez widoczności ziemi,
* utrata przez pilota orientacji przestrzennej podczas podejścia do lądowania po włączeniu reflektora lądowania przy panującej mgle.

W raporcie zaznaczono tzw. czynniki sprzyjające:
1)Kontynuowanie lotu pomimo pogorszenia warunków atmosferycznych poniżej minimalnych dla lotu VFR;
2)Występująca mgła radiacyjna w płatach;
3)Małe doświadczenie pilota w pilotowaniu śmigłowca Bell 429.

Historia ostatniego lotu śmigłowca Bell 429

Z raportu poznajemy całą historię lotu, od chwili spotkania uczestników po tragiczny finał.
22 lutego 2021 r. ok 14.40 właściciel śmigłowca Bell 429 wraz z dwojgiem pasażerów przybył na lądowisko Piasek(EPPY), gdzie już czekał na nich pilot śmigłowca. Około piętnastej nastąpił start do pierwszego lotu po trasie Piasek–Sośnicowice. Po około 20 minutach postoju w Sośnicowicach śmigłowiec wystartował do kolejnego lotu do miejscowości Zagwiździe, gdzie znajdowała się posesja właściciela SP.
Według relacji świadków, podczas postoju w Zagwiździu, około godz. 23 pilot sprawdził stan pogody na lądowisku EPPY. Miał podgląd lądowiska z kamery przemysłowej umieszczonej na hangarze. Lądowisko posiadało oświetlenie stacjonarne włączane zdalnie przez pilota.
Pilot poinformował właściciela śmigłowca o pogarszających się warunkach pogodowych i konieczności wykonania startu jak najszybciej. Po około 35 minutach lotu, około godz. 3.58, pilot podjął decyzję o lądowaniu na lądowisku EPPY. Pierwsza próba lądowania została przerwana, kiedy pasażerka zwróciła uwagę pilotowi, że w bliskiej odległości od śmigłowca zauważyła drzewa. Pilot energicznie zwiększył wysokość lotu, po czym przystąpił do drugiego podejścia do lądowania.
Podczas obu podejść do lądowania w rejonie lądowiska było zamglenie oraz mgła przyziemna w płatach, ograniczające widzialność skośną. Podczas drugiej próby podejścia do lądowania pilot włączył reflektor lądowania.
Według relacji pasażerki,na zewnątrz śmigłowca zrobiło się „zupełnie biało”, a chwilę później nastąpiło zderzenie śmigłowca z drzewami, a następnie z ziemią.

Po zderzeniu z ziemią pasażerowie siedzący w kabinie pasażerskiej, pomimo poważnych obrażeń ciała, opuścili wrak śmigłowca o własnych siłach i odeszli od niego na kilka metrów. Następnie próbowali nawiązać kontakt z pilotem i pasażerem, którzy nadal znajdowali się w kabinie załogi. Bez rezultatu. Służby ratownicze przybyłe na miejsce wypadku stwierdziły zgon pilota i pasażera siedzącego z przodu (obaj mieli zapięte jedynie biodrowe pasy bezpieczeństwa). Ocalałym pasażerom została udzielona pierwsza pomoc medyczna. Śmigłowiec uległ zniszczeniu. Do wypadku doszło w kompleksie leśnym w gminie Studzienice, około 470 metrów na wschód od lądowiska EPPY.

Z raportu wynika, że wszystkie uszkodzenia śmigłowca nastąpiły na skutek zderzenia z drzewami i ziemią. "Nie stwierdzono, aby jakakolwiek część śmigłowca oddzieliła się od niego w trakcie lotu", czytamy w raporcie.
Śmigłowiec ściął drzewa na wysokości około 14 metrów i zniszczył młodnik na obszarze około 50 m kw.

Pilot miał duże doświadczenie

Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych w Warszawie stwierdziła, że pilot miał wszelkie uprawnienia do wykonania lotu.
Posiadał licencję CPL(H) wydaną 4 lipca 2011r. przez prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego –bez terminu ważności; ważne do 31 grudnia 2021 r. uprawnienia na typ (TR) do wykonywania lotów na śmigłowcu Robinson R44 oraz na typ (TR) do wykonywania lotów na śmigłowcu Bell 407; ważne do 30 listopada 2021 r. uprawnienie na typ (TR) do wykonywania lotów na śmigłowcu Bell 429; uprawnienie instruktora szkolenia ogólnego z ograniczeniem; uprawnienie do prowadzenia korespondencji radiowej w języku angielskim (poziom 4), ważne do 31 października 2024 r.; ważne bezterminowo świadectwo radiooperatora oraz orzeczenie lotniczo-lekarskie klasy 1 wydane 27 lutego2020 r., ważne do 27 lutego 2021 r.

Stwierdzono także, że w ciągu ostatnich 48 godzin przed wypadkiem pilot miał zapewniony wypoczynek; że podczas zdarzenia zajmował prawy przedni fotel, co jest
zgodne z Instrukcją użytkowania w locie śmigłowca Bell 429;że loty wykonywał systematycznie, był w treningu ciągłym; że w dniach od 9 do 19 listopada 2020 roku odbył szkolenie teoretyczne w symulatorze lotu oraz praktyczne na śmigłowcu Bell 429 zakończone wynikiem pozytywnym. Szkolenie to miało miejsce w Fort Worth w stanie Texas w USA. W dniu 20 listopada 2020 r. zdał egzamin na uprawnienie (TR) do wykonywania lotów na śmigłowcu Bell 429.

Autorzy raportu zaznaczyli, że "pilot posiadał niezbędne kwalifikacje i uprawnienia do wykonywania lotów śmigłowcem Bell 429. Biorąc pod uwagę całkowity nalot pilota (4900 FH), jego doświadczenie można ocenić jako duże. Należy,jednakże zwrócić uwagę na fakt, że pomimo dużego nalotu na śmigłowcach,w tym również na śmigłowcach typu Bell, doświadczenie pilota na typie Bell 429 było minimalne. Oprócz 8 godzin wylatanych podczas przeszkolenia na Bell 429, które ukończył 3 miesiące przed wypadkiem, na tym typie Bell 429 wylatał około 30 godzin

Widzialność miała wynosić ok. 500 m i miała spadać

W raporcie czytamy też o prognozach na czas lotu i lądowania. "Prognozy przewidywały, iż w czasie planowanego lotu temperatura będzie spadała nawet poniżej 0°C, wilgotność względna będzie na bardzo wysokim poziomie(blisko 100%), a wiatr osiągnie prędkość do5 m/s. Widzialność miała wynosić około 500 m i miała spadać. Warunki powyższe sprzyjały powstaniu mgły radiacyjnej. Ten rodzaj mgły powstaje w nocy, głównie nad ranem, na skutek nocnego wypromieniowania ciepła w warunkach równowagi pogodowej stałej,przy małej prędkości wiatru do około 5 m/s".

Odnośnie lądowiska w Piasku napisano m.in. "Lądowisko posiadało oświetlenie włączane zdalnie przez pilota, w trakcie podejścia do lądowania było włączone (włącznik zdalny został odnaleziony na pokładzie śmigłowca)".

Odtworzyli ostatnie minuty lotu Bell 429

Bardzo cenne dla komisji były wyniki odczytów z zapisów urządzeń znajdujących się w śmigłowcu. Pozwoliły odtworzyć ostatnie minuty tego lotu. W raporcie zapisano to w ten sposób: "Podczas drugiej próby lądowania pilot włączył reflektor pokładowy, co przy występującej mgle, spowodowało olśnienie i chwilową utratę widoczności przez pilota (według relacji pasażerki na zewnątrz zrobiło się „zupełnie biało”). Pilot przerwał lądowanie i wykonał zakręt w prawo o około 160° z jednoczesnym gwałtownym naborem wysokości (drugie przekroczenie momentu obrotowego TQ), co przy braku widoczności doprowadziło prawdopodobnie do utraty orientacji przestrzennej. Kilka sekund później śmigłowiec w locie z pochyleniem na nos około 17º zderzył się z drzewami, a następnie z ziemią. Pilot dobrze znał położenie lądowiska i otaczające je warunki terenowe. Wiedział, że na końcu ściany lasu biegnącej ze wschodu na zachód znajduje się lądowisko. Nie widział ziemi z powodu mgły, ale mógł widzieć wierzchołki drzew i prawdopodobnie po nich próbował znaleźć miejsce lądowania. Przy pierwszym podejściu zbliżył się jednak za blisko do ściany lasu i w konsekwencji przerwał lądowanie. Przy drugim podejściu do lądowania nadal nie widział powierzchni ziemi, lecąc z kursem zachodnim doleciał do niewielkiej przecinki w lesie, którą mógł wziąć za koniec ściany lasu i w tym miejscu szukał lądowiska"

Z raportu wiemy i to, że "kilka sekund przed wypadkiem, lecąc z kursem około 270°, śmigłowiec wykonał zakręt w prawo o około 160°z naborem wysokości, a następnie w locie nurkowym po prostej zniżając się zderzył się z drzewami z prędkością GS 50 kt. Pierwszy kontakt z wierzchołkami drzew miały łopaty wirnika głównego, które uległy uszkodzeniom, ścinając kolejne drzewa, po czym śmigłowiec zderzył się z ziemią z prędkością GS 66 kt, a następnie przewrócił się na lewy bok".

Pasażerowie mieli szansę przeżycia

Komisja stwierdziła, że "wszystkie fotele wewnątrz śmigłowca były po wypadku w dobrym stanie. Wsporniki mocujące fotele w kabinie załogi do podłogi uległy częściowej deformacji. Świadczy to o odebraniu przez konstrukcję foteli części energii uderzenia śmigłowca o ziemię".
Jak już powiedzieliśmy, pilot i pasażer siedzący z przodu nie mieli zapiętych pasów barkowych. "ich ich torsy zostały przemieszczone do przodu i w dół (w stronę kolan) w wyniku działania siły bezwładności. W ten sposób ich klatki piersiowe weszły w kolizję z drążkami sterowymi śmigłowca (o czym świadczą uszkodzenia drążków i obrażenia pilota i pasażera siedzącego z przodu)".

"Śmigłowiec zderzył się z ziemią z niewielką prędkością pionową (o czym świadczy kąt zniżania) i prędkością postępową GS 66 kt (122 km/h)", czytamy w raporcie. "Gdyby pilot i pasażer mieli zapięte barkowe pasy bezpieczeństwa, istniało duże prawdopodobieństwo, że mogli przeżyć wpadek".

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Johnny Wactor nie żyje. Tragiczna śmierć znanego aktora

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na bierun.naszemiasto.pl Nasze Miasto