Rozmowa z Łukaszem Odelgą, członkiem zarządu powiatu i byłym prezesem klubu Unia Bieruń Stary

Magdalena Kutynia
Magdalena Kutynia
Urzędnik i prezes klubu, dzis tylko urzędnik. To przez kontrolę CBA? Kulisy głośnego odwołania Łukasza Odelgi

Jakiej drużynie pan kibicuje?
Śląsk, jak wiemy, jest podzielony na kibiców Górnika Zabrze i kibiców Ruchu Chorzów. Ja od małego kibicuje Górnikowi. Sytuacja sportowa tej drużyny jest aktualnie nieciekawa. Górnik jest czerwoną latarnią ekstraklasy, ale mimo to jestem wierny tej drużynie. Staram się w miarę możliwości jeździć z synami na mecze.

Jak to się stało, że pana losy zostały tak ściśle połączone z losami klubu Unia Bieruń Stary?
Muszę tu wtrącić historię rodzinną. Moi dwaj dziadkowie: Jan Bobla i Rudolf Odelga byli piłkarzami i kolegami z drużyny Unia Bieruń Stary. Dzięki ich wspólnym losom na boisku, moi rodzice mieli okazję się poznać. Owocem tego związku jestem ja – Łukasz Odelga. W mojej rodzinie Unia Bieruń zawsze była ważna. Ponadto jestem lokalnym patriotą, dlatego starałem się zawsze mocno angażować w sprawy miasta, w sprawy powiatu, a także w sprawy klubu.

Czy rezygnacja z funkcji prezesa klubu była dla pana po prostu rezygnacją z jednej z wielu funkcji jakie pan pełni, czy też dotknęło to pana osobiście, jako fana piłki nożnej i osobę zżytą z klubem?
Szczerze mówiąc już w zeszłej kadencji nosiłem się z zamiarem rezygnacji z tej funkcji. Odbyło się nawet zebranie sprawozdawczo - wyborcze, ale nie znaleźli się chętni do objęcia sterów po mnie. W tym roku sytuacja się zmieniła, pojawiło się dwóch kandydatów. Sam osobiście starałem się namawiać ludzi do startowania na to stanowisko. Wbrew temu co jest pisane zapewniam, że klub jest w dobrej kondycji finansowej i sportowej. Nie zawsze tak jednak było. Gdy wchodziłem do zarządu klubu w 2007 roku i gdy zostawałem prezesem klubu w 2008 roku, sytuacja klubu była trudna. Mieliśmy do czynienia z zadłużeniem sięgającym 200 tys. zł. Przez kolejne lata pracy udało nam się to wszystko spłacić, co uważam za wielkie osiągnięcie organizacyjne.

Rozmawiałam kilka dni temu z pana następcą, Wojciechem Stachoniem i on powiedział mi coś takiego: „Jesteśmy na etapie spłacania długów po byłym prezesie Łukaszu Odeldze. Zadłużenie na dzień dzisiejszy sięga 20 tys. zł”. Mogę prosić o skomentowanie tego?
Zdając sobie sprawę, że osoby przejmujące po mnie klub sportowy nie były- jak to się popularnie mówi- z opcji Odelgi, obawiałem się, że tego typu pomówienia mogą się pojawić. Pozwoliłem sobie zaprosić na przekazanie klubu Wojciechowi Stachoniowi dyrektora BOSIR-u, Adama Duczmala. Wszystkie dokumenty, pełna księgowość, która była bardzo profesjonalnie prowadzona oraz bieżące faktury przekazane zostały właśnie w obecności pana dyrektora. Należy rozróżnić zadłużenie klubu od kosztów bieżącego funkcjonowania klubu. Klub po moim odejściu działał w sposób ciągły. Do zapłacenia są pensje dla trenerów, którzy cały czas pracowali z młodzieżą. Wystawione też zostały faktury za świadczenie usług transportowych. To są koszta, które klub ponosi by móc działać. Nie są to żadne długi. Dotację z urzędu dostajemy w dwóch transzach – pierwsza transza przychodzi w marcu, druga w lipcu. W drugiej transzy miało przyjść i już z pewnością jest na koncie klubu - 56 tys. zł. To są pieniądze między innymi na te właśnie cele.

Jak to się stało, że w tak młodym wieku zaczął pan pełnić tak wiele funkcji? Przypomnę, że jest pan naczelnikiem wydziału UM w Bieruniu, radnym powiatowym, członkiem zarządu powiatu, członkiem jednej z komisji, do niedawna prezesem klubu sportowego…
Zacząć trzeba od roku 2002, gdy zaraz po studiach wraz z dwudziestoosobową grupą trafiłem na staż do urzędu miasta. To był okres dość dużego bezrobocia w Polsce. Zważywszy na fakt, że ukończyłem na politechnice budownictwo, opcja stażu w urzędzie wydała mi się mało atrakcyjna. Zawsze marzyły mi się budowy wielkich dróg i obiektów. Patrząc przez pryzmat tych marzeń, potraktowałem stołek urzędnika jako rozwiązanie tymczasowe. Jednak tematyka zagospodarowania przestrzennego zainteresowała mnie. Sytuacja w urzędzie tak się potoczyła, że jeszcze w trakcie stażu zaproponowano mi objęcie zastępstwa, a chwilę później etatu. W między czasie ukończyłem studia podyplomowe z zakresu pozyskiwania funduszy unijnych. W 2004 roku wspólnie z burmistrzem Podleśnym pozyskaliśmy pierwsze środki zewnętrzne na rozwój gminy. Później pojawiła się propozycja Jana Rudzkiego, ówczesnego prezesa klubu sportowego, abym wszedł do zarządu klubu jako łącznik klubu z urzędem. Oczywistym jest, że stowarzyszenia typu klub sportowy maja małą siłę przebicia jeśli się nie zna ścieżek urzędowych. Dlatego też przyjąłem tą propozycję i jako członek zarządu, a potem jako prezes pracowałem na rzecz klubu sportowego. Liczne kontakty i skuteczność działania zostały też dostrzeżone przez władze powiatowe. W 2010 roku zrodziła się propozycja kandydowania do rady powiatu. W tym okresie Bernard Pustelnik objął mandat burmistrza. Ja w wyborach wypadłem na tyle dobrze, że objąłem po nim mandat radnego powiatowego. Niedługo po tym zaproponowano mi, jako przedstawicielowi Bierunia, wejście do zarządu powiatu na miejsce Wiesława Bigosa. Tu po raz pierwszy pojawił się kontekst łączenia stanowiska członka zarządu powiatu z prowadzeniem stowarzyszenia jakim jest klub sportowy. Wykładnia prawa była niejasna. Zdania prawników na ten temat były podzielone. Świadomy tego, że zapisy sądów w tym zakresie są różne, zdecydowałem się od samego początku w oświadczeniach majątkowych pisać o tym fakcie. Pomogło mi to potem przy kontroli osobistej CBA. Jasnym było dla kontrolujących, że nigdy niczego nie ukrywałem.

Proszę powiedzieć, jak się pan dowiedział o tym, że łamie pan prawo?
Wydarzyło się to pod koniec maja. Funkcjonariusz CBA zadzwonił i powiedział, że chciałby ze mną porozmawiać o sprawie którą przedstawi osobiście. Umówiliśmy się. Przyjechali do mnie dwaj kontrolujący, wyjaśnili o co chodzi, dopełnili formalności: przeprowadzili wywiad i spisali stosowny protokół. No i zaczęła się kontrola dokumentów. W między czasie, nie czekając na zebranie sprawozdawczo-wyborcze, które było zaplanowane na 22 czerwca, postanowiłem natychmiast zrezygnować ze stanowiska prezesa klubu. Od 8 czerwca nie pełniłem już tej funkcji. Pozwoliło to w niecały miesiąc zakończyć kontrolę, która z założenia trwać miała do końca sierpnia. Pod koniec czerwca podpisaliśmy protokół pokontrolny i dowiedziałem się o konsekwencjach, mianowicie o tym, że pani przewodnicząca rady powiatu otrzyma wniosek o odwołanie mnie z funkcji nieetatowego członka zarządu.

Skąd zatem ten wniosek CBA do przewodniczącej o odwołanie pana, skoro w międzyczasie zrezygnował pan z funkcji prezesa klubu i tym samym przestał łamać ustawę antykorupcyjną?
Takie są procedury. W momencie rozpoczęcia kontroli pełniłem te funkcje, a więc CBA standardowo z takim wnioskiem wystąpić musiało. Nie mniej jednak, na moje pytanie o to, czy jest możliwość bym objął jeszcze kiedyś stanowisko członka zarządu, kontrolujący odpowiedział, że z chwilą rezygnacji ze stanowiska prezesa klubu, nie ma żadnych przeciwwskazań do pełnienia przeze mnie tej funkcji. A potem to już była kwestia doradzenia się prawników i podjęcia tych dwóch uchwał – jedna po drugiej. Jak się okazało podobnym przypadków w Polce było sporo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie